The Legendary Pink Dots jest formacją wyjątkową, praktycznie pod każdym względem. Kultowy zespół łączący na swojej artystycznej drodze wiele gatunków muzyki od rocka psychodeliczego, którego rodowód sięga wczesnego Pink Floyd, poprzez pełną liryzmu i poezji balladę, po eksperyment  i awangardę. A wszystko to zostaje  podane w elektroniczno-akustycznej papce.

Jedną z najbardziej zbliżonych do kanonów rocka jest wydana w 1984 roku  płyta „ Lovers”. Mimo już prawie wielu lat jakie upłynęły od wydania albumu wciąż wydaje się tchnąć świeżością. Zespół nagrał  ją w składzie: Edward Ka-Spel, The Silverman( Phil Night), Stret Majest( Barry Gray), Roland Calloway, Patrick Q Paganini(Patric Wright) oraz Lady Sunshine( Marylou Busch).   Nie jest to jednak słodki album o miłości. Tytuł płyty jest dość przewrotny i wskazuje nam raczej na skrywane skrzętnie niepożądane emocje niż piękno miłości. Człowiek często sięga jednak po sztukę i muzykę, która  dostarcza niezapomnianych wrażeń z dreszczykiem emocji. Płyta „Lovers” jest z całą pewnością jednym ze sposobów  osiągnięcia takich doznań.

Na  album składa się 10 różniących się dynamiką  i swoistym wyrazem utworów. Wydają się one być jednak zbyt  porozrzucane.  Po przesłuchaniu płyty pozostaje także pewien niedosyt, który mimowolnie sprawia, że sięgamy po nią ponownie.

MMMMMMM……….. to utwór otwierający płytę i w warstwie muzycznej na pewno zadowoli lubiących bardziej rockowe brzmienie. Tekst natomiast jest ironicznym spojrzeniem na farmera oczami świni, która paląc papierosa zaciska drut na jego szyi.  Uczta z głową farmera na stole, ciałem opiekanym na rożnie i zabawą w tle rozkręca coraz bardziej emocje.

Zwierzęta śpiewają: Jak miło być drapieżcą!!!!!

Drugi utwór Geisha Mermaid( Rusałka Gejsza) to kolejna odsłona  psychodelicznego tekstu oraz  pięknej raczej radosnej ballady z ciekawą partią skrzypiec. Czyż szczęśliwe oczy ukochanej umieszczone w solance, z której ostatecznie wylądują w gulaszu  nie wprowadzają nas w ten zupełnie pokręcony świat rodem z obrazów Savadora Dali czy Zdzisława Beksińskiego?

Trzecia kompozycja The Heretic  tylko wpisuje się w klimat poprzednich. W połączeniu z Jungle , której mottem może być określenie: „tylko dzielni radzą sobie w dżungli” zamyka prawie dwudziestominutową suitę. Stanowi ona zapis z koncertu  w Amsterdamie z 9 września 1984 roku.

Studyjną część płyty otwiera piękny Lovers(part one). Burza, deszcz, fortepian i skrzypce oraz wielkie oczekiwanie na miłość. To jedna z najbardziej romantycznych piosenek o miłości w wykonaniu LPD.

Flowers For The Silver Man  jest  sympatyczną piosenką  o rockowym zabarwieniu, lecz w warstwie tekstowej można  odnieść wrażenie że jest dedykowana klawiszowcowi grupy, panu Phil Knight  o pseudonimie Silvermann.

Lovers(Part Two) to kolejna piękna miłosna ballada ale z nutą pajęczyny i kurzu na plecach. Zwraca uwagę szczególnie piękna partia skrzypiec. Poezja miłości jest tutaj w pełnej krasie.

Curious Guy jest natomiast jedną z dwóch najlepszych kompozycji na płycie tak w warstwie tekstowej jak i muzycznej. Utwór opowiada o mężczyźnie który chce zostać rozbity w kawałki aby znaleźć się w filiżance i zostać zmieszany z napojem.  Ma to być sposób na dogłębne osiągnięcie rozkoszy  w ciele ukochanej.

Zdecydowanie najlepszą kompozycją jest Premonition 16. Utwór najbardziej dramatyczny i wciągający z typowym dla innych kompozycji z serii Premonition klimatem grozy. Dotyczy  relacji miedzy dwojgiem ludzi:

„ ….Zbyt wiele razy byłam zraniona,

za każdym razem gorzej; lecz teraz to już za dużo”.

zrobię ci krzywdę jeśli zostaniesz dłużej….”

Płyta  „The Lovers” w 2002 roku doczekała się wydania przez polską firmę SPV Poland, (później BIG BLUE RECORDS).  Polskie wydanie jest  wyjątkowe ze względu na stronę graficzną za którą odpowiada Daniel Kleczyński( ½ FADING COLOURS). Głównymi elementami  decydującymi o wyjątkowości wszystkich polskich wydań LPD są grafiki wielkiego polskiego artysty Zdzisława Beksińskiego oraz tłumaczenia tekstów.  Nie sposób opisać dzieła, tego przedstawiającego niezwykłe wizje artysty. Grafiki Zdzisława  Beksińskiego w prawie idealny sposób oddają muzykę tej kultowej formacji i sprawiają że płyta zyskuje dodatkowy atut artystyczny. To trzeba zobaczyć, najlepiej mieć na własność.

Autor