Kazali, to piszę.

Pierwszy „artykuł” na stronę…

Mało kto o tym wie, chociaż często wspominałem w audycji, że jedną z najbardziej poszkodowanych obecnie branż jest branża eventowo-koncertowa.

I nikt o tym nie wspomina w mass mediach… Prawie pół miliona ludzi, milionowe leasingi, masa ludzi na śmieciówkach, a to wszystko tylko po to, żebyście mogli się bawić. Kolejne odwołane festiwale (Glastonbury, Hell Fest, MetalFest…), a to dopiero początek.

Taki nasz lokalny, największy komercyjny (!), festiwal. Opener. Sama duża scena, to czasami ok. 200 osób lokalnej obsługi. 4 doby na nogach, z małymi przerwami. Poziom adrenaliny dorównujący skokom ze spadochronem, a odpowiedzialność i poziom dbałości o bezpieczeństwo  podobny.

I co? I nic. Nie istniejemy. Firmy padają, koncertów nie będzie…

Jak żyć?

Ciąg dalszy nastąpi…

Autor